Siła świadomości vs treści bezsilności

Zarówno w przypadku: poszukiwania głębi, świadomego rozwoju czy jednostkowych decyzji – często stajemy przed wyborami, gdzie ciężko określić co jest ‚dobrą drogą’. Szczególnie wyrazisty klincz może wynikać z poczucia bezsilności/beznadziejności. Chociaż zwykle i tak ostateczne wyjście z mentalnie patowych sytuacji pozostaje w naszej własnej gestii, to braki w społecznej świadomości takich procesów potrafią niezwykle temat uprzykrzyć. Generalnie mówiąc, jako społeczeństwo/ludzkość nadal wiemy bardzo niewiele na temat świadomego kierunkowania swojego rozwoju. Ludzie, którzy to zauważają, zyskują szerszą perspektywę, lecz jednocześnie skazują samych siebie na poczucie społecznej alienacji. Dlatego właśnie pragnę swoją cegiełkę dołożyć do społecznego uświadamiania a także was zachęcić do tego samego.

Ogłaszam więc konkurs. Zwycięska osoba otrzyma ode mnie darmową godzinę indywidualnej sesji. Do wyboru dowolnie z listy zawartej na stronie: https://jacekczapiewski.com/oferta/ . Sesję można wykorzystać samodzielnie lub komuś sprezentować.

Aby wziąć udział w konkursie należy odpowiedzieć na pytania:

  1. Czy jest jakiś ‚wyższy cel/sens’ w istnieniu takiej treści/odczucia jak poczucie bezsilności/beznadziejności? (Czy po coś to zostało stworzone/istnieje?)

  2. Co możliwego do praktycznego zastosowania proponujesz osobie ogarniętej bezsilnością/beznadziejnością? (ps. Do osobnego rozpatrzenia sytuacja gdy bezsilność/beznadziejność jest oparta na pustce lub nie)

  3. Czy da się dokonać prawdziwej integracji osobowości bez wchodzenia w poczucie bezsilności/beznadziejności? (odpowiedź uzasadnij)

Ponieważ celem ma być społeczna dyskusja, odpowiedzi liczone będą jedynie, gdy zostaną wpisane pod postem na moim blogu (komentarz) lub tym postem na Facebooku. Odpowiedzi liczone konkursowo będą do godziny 23:59 dnia 23.04.2017 (niedziela). W tym czasie odpisywać można wielokrotnie, ważne, aby utrzymana była przejrzystość przekazu. Główne kryteria jakie będę brać pod uwagę wyłaniając zwycięzcę to: społeczna przydatność wpisu, szerokość spojrzenia, jasność wypowiedzi. Kategoria w postaci: ‚czyjaś racja’ nie będzie miała większego znaczenia → swoje odpowiedzi można uzasadniać na wiele sposobów i opierać o wybrane źródła, idee i przekonania. Ważniejszy jest możliwy praktyczny wymiar niż popisywanie się posiadaną wiedzą.

Reklamy

28 uwag do wpisu “Siła świadomości vs treści bezsilności

  1. 1.Wyższy sens beznadziei to: transformacja, unieważnienie aktualnie wykorzystywanej „siatki przekonań”.
    2.Co mogę zaproponować osobie ogarniętej poczuciem niemocy: zrobić krok dalej w swej niemocy (skrajność odczucia powinna doprowadzić do jego zaprzeczenia) czyli jeśli nie mogę to znaczy, że nie muszę. Nie muszę więc odpuszczam, zostawiam sprawę „podświadomości” bo część świadoma umysłu już swoją robotę wykonała i tutaj jak w klasycznej medycynie – trzeba zająć czymś pacjenta aby organizm miał czas by się samemu zregenerować.
    3.Osobowość jest „procesem przemiany własnych przekonań” pod wpływem środowiska lub uświadamianej konieczności i scalenie własnej osobowości polegać będzie na ogarnięciu schematu zmian jakim podlegamy. Przejście na następny etap poprzedzone jest zawsze poczuciem niemocy na dotychczasowym etapie.

    Polubienie

  2. To jest niezwykle rozwojowa treść, ale masakra jest przechodzić przez nią nie widząc światełka w tunelu. Cóż można dopisać oprócz tego co jest zawarte w tytule, czyli siła świadomości vs treści bezsilności…
    Przed deadlinem o ile będę w dobrej formie powalczę o nagrodę główną 😉

    Polubienie

  3. 1. Cóż, obawiam się, że prawdą może być to, że absolutnie nic nie ma pierwotnego, wbudowanego znaczenia, bądź celu. Jest to niejako „prezent” dla nas od rzeczywistości. Jeśli ktoś przyjmie, że wszystko czego doświadcza jest dla jego dobra i służy jego rozwojowi, oraz będzie w ten sposób korzystał z każdego doświadczenia, to tak będzie (dla niego).

    Jeśli natomiast istniałby jakiś cel wszystkiego, to pewnie byłby nim rozwój, albo doświadczanie (wszystkiego czego da się doświadczyć?).

    Dlatego ja bym to rozważał indywidualnie. Ludzie przyciągają do siebie doświadczenie poczucia bezsilności/beznadziejności z różnych powodów. Ja na przykład często przyciągam je do siebie, żeby nauczyć się odpuszczać potrzebę kontroli i nauczyć się płynąć z prądem. Poczucie „nic się nie da zrobić” pokazuje mi, że nie wszystko da się wymusić siłowo na rzeczywistości i zmusza mnie do otwarcia się na nowe sposoby nawigowania swoim życiem.
    Ludzie mogą na przykład kurczowo trzymać się jakiegoś przekonania, które im nie służy. Mogą przez nie „uderzać głową w ścianę”. Poczucie bezsilności może im to zasygnalizować i przez to pomóc uwolnić się od szkodliwego przekonania.
    Ludzie mogą przyciągać poczucie bezsilności/beznadziejności, żeby nauczyć się zaufania we wsparcie wszechświata. Na tej planecie funkcjonuje taki paradygmat, że wszystko trzeba osiągnąć samemu i to z wielkim wysiłkiem. Myślę, że wraz z nowymi treściami/algorytmami przyjdzie też nowy sposób nawigowania swoim życiem. Oparty będzie on na byciu otwartym na przyjmowanie pomocy i wsparcia zarówno od ludzi, ale przede wszystkim „z góry”, czyli od różnych istot i całego Wszechświata. Będzie oparty na zaufaniu, na poczuciu że jest się wspieranym, na płynięciu z prądem oraz współpracy z różnymi „siłami wyższymi” w kreowaniu swojego życia.
    Jednak, żeby tego się nauczyć trzeba najpierw odpuścić stary sposób. Kiedy ktoś bardzo się go trzyma, może się okazać, że takie przeszywające poczucie beznadziejności jest jedynym, co może taką osobę wybić ze starego sposobu.
    Mogą też być inne powody.

    2. Zaufanie, że jest w tym jakiś głębszy sens i wyższy cel.
    Zaakceptowanie swojej sytuacji. (Brak akceptacji, wyparcie, szarpanie się itp. nie pomaga, tylko sprawiają, że czujemy się gorzej.)
    Prośba o pomoc opiekuna/Boga/Wszechświat.
    Prośba o pomoc innych ludzi.
    Bycie otwartym i gotowym na przyjęcie otrzymanej pomocy. (Czy „energetycznie” jesteś nastawiony na przyjmowanie pomocy?)
    Cierpliwość.
    Zaufanie i poczucie, że jest się wspieranym przez Wszechświat, przestrzeń, różne istoty. (U mnie to potrafi zdziałać cuda. Wystarczy, że pomyślę, że jestem wspierany, spróbuję wytworzyć w sobie takie poczucie i dzieją się niesamowite rzeczy w moim wnętrzu.)
    Żyć według zasady linii najmniejszego oporu (tzw „path of least resistance”).
    Poddać się i płynąć z prądem.
    Być sobą.
    Robić rzeczy które sprawiają radość.
    Dobrze się uśmiać (np. zobaczyć komedię)
    Oglądać inspirujące/motywujące filmiki.
    Rozbić problem na czynniki pierwsze. Zacząć od najłatwiejszych.
    Zrób to co możesz zrobić. Jak w krzyżówce: kiedy za cholerę nie potrafisz odgadnąć jakiegoś hasła – zrób te w poprzek. Dodatkowe literki mogą sprawić, że wcześniej nierozwiązywalny problem stanie się oczywisty.
    Odpuścić.
    Jeśli masz do podjęcia jakąś decyzję, ale nie musisz tego robić natychmiast – poczekaj. Ludzie często czują, że muszą natychmiast działać. Decyzja „poczekam, aż będę miał większą jasność” też jest decyzją. Czasem najlepszą możliwą. Ostateczną decyzję podejmij, kiedy będziesz czuć, że to jest zgodne z tobą.
    Spójrz do swojego wnętrza. Zadaj sobie pytanie „Z czego wynika to poczucie?”, „Czego chce mnie nauczyć to doświadczenie?”.

    Beznadziejność oparta na pustce… temat można ugryźć tak:
    Nie ma czegoś takiego jak pustka, brak. Jest tylko dobrobyt, obfitość. Wszechświat jest tak obfity, że pozwala nawet na stworzenie iluzji braku. Dlatego nie istnieje coś takiego jak pustka, brak dobrobytu. Istnieje tylko dobrobyt braku. Każdy ma już dobrobyt, nawet ten co ma dobrobyt pustki. Kwestia tylko nauczyć się świadomie wybierać, czego chce się mieć ten dobrobyt.

    3. Co to jest „prawdziwa integracja osobowości”?
    Zasłużmy, że intuicyjnie rozumiem o co biega.
    Ogólnie rzecz biorąc jasne, że tak. Jak ktoś sprawnie, świadomie kieruje swoim rozwojem, to może nie potrzebować takiego doświadczenia.
    Ale zejdźmy na Ziemię 😀
    Nie wiem, czy ktokolwiek jest tutaj w stanie tego uniknąć. Uważam, że jestem dobry w pracy z programami umysłowymi, a jednak nie udaje mi się uniknąć poczucia bezsilności/beznadziejności.
    Np. nie mam znajomych i nie widzę perspektyw na zarobienie na życie.
    Jeśli chodzi o jakieś wewnętrzne procesy… hm… mógłbyś precyzyjniej sformułować to pytanie…
    Jak już jest to poczucie(gdzieś tam stłumione), to raczej prędzej czy później trzeba będzie w nie wejść. Choć wchodząc w nie świadomie wcale nie musi to być przytłaczające.
    Jeśli go nie ma, to jeśli chodzi o takie sprawy wewnętrzno-rozwojowe, to można integrować różne aspekty swojej osobowości, nawet te najbardziej mroczne bez tworzenia poczucia bezsilności/beznadziejności.
    Ale chyba nie ma co się tak bardzo tego obawiać i na siłę unikać poczucia bezsilności/beznadziejności. Myślę, że trzeba się pogodzić z tym, że jako ludzie tutaj na Ziemi mamy trochę przerąbane i czasem czujemy się bezsilni. To jest naturalne. Ważne, żeby się z tego pozbierać i iść dalej do przodu.

    Polubienie

    • „Jeśli chodzi o jakieś wewnętrzne procesy… hm… mógłbyś precyzyjniej sformułować to pytanie…”
      Nie wiem czy o to chciałeś się dopytać, ale pisząc o integracji osobowości chodziło mi o:
      – wewnętrzne pogodzenie (się ze sobą)
      – uzyskanie umysłowej spójności (zapewne dynamicznej, czyli nie koniecznie zamknięte pudełko)
      – zintegrowana osobowość nadal posiada wątpliwości, ale nie traktuje ich pojawiania się jako problem (zamiast określać coś z góry jako problem dochodzi możliwość widzenia wyzwania, surowca, narzędzia lub ‚po prostu’).

      Polubienie

  4. 1. Cel bezsilności/beznadziejności:

    wszechświat/ podświadomość informuje, że jest źle i potrzebne są zmiany.

    2. Co robić w poczuciu bezsilności/ beznadziejności:

    – wszystko sobie opisać – by uporządkować myśli, uświadomić sobie wiele rzeczy, przeanalizować,
    – ograniczenie bodźców zewnętrznych, alienacja społeczna = potrzebny spokój,
    – zdobywanie wiedzy potrzebnej dla rozwiązania problemu = zbroi w siłę.

    3. Nie da się zintegrować osobowości bez poczucia bezsilności/beznadziejności, bo życie to koegzystencja i trzeba dopasować/dopasowywać się do świata, w którym się żyje.

    Polubienie

  5. Uśpieni ludzie (bo im wolno)
    na wyspach sennych mieszkają,
    odwiedzają się programowo często
    i podobne sny miewają.
    Zdarza się jednak –
    z naturalnej przyczyny,
    że istnienia oceanu wielkiego
    odnajdą podwaliny.
    To, co znają, już ich nie rajcuje
    i chcieliby wiedzieć jak najwięcej
    o tym, co się nowego w nich buduje.
    Mocno uwierać zaczyna ich życie,
    samotność w tłumie im doskwiera
    i często płaczą w tej beznadziei skrycie.
    Ci, co się budzą, za życia ciągle umierają
    i nie pomoże do księżyca wycie (chociaż…).
    Aby pociągnąć ten ciężki wóz
    z rozwojem własnej świadomości,
    niechaj ruszą się z miejsca,
    poszukają spoza wyspy gości.
    Oni w sercach nowe treści miewają,
    czytają książki o oceanach
    i na inną melodię śpiewają.
    Medytacyjnych technik uskutecznią moc,
    oddychają głęboko, odwiedzają przyrodę,
    no i Jacka czasem zawezwą na pomoc.

    Ci, co się rozwijają
    i język wyspiarski z wyboru odrzucają,
    takie „beznadziejne” dolegliwości po prostu mają.
    Coś w nich umiera, aby narodzić się mogło nowe
    i nie pomoże rwanie włosów z głowy (chociaż…).

    Polubienie

  6. Ja dorzucę swoje 3 grosze w kwestii tego, że żyjemy w systemie oraz egregorach o ograniczonych zasobach. Teoretycznie nie powinno tak być, ale na ten moment trudno sobie wyobrazić, że wszyscy są np. bogaczami. Ograniczenie zasobów może dotyczyć też egregorów np. rodzinnych. Często zdarza się, że jednemu z członków rodziny dobrze się powodzi w jednej kwestii, a innemu wręcz przeciwnie. Zasoby mogą być materialne, ale też mogą to być swego rodzaju programy, np. jedna z rodzin z danego egregoru jest zintegrowana, a druga żeby wyrównać potencjał boryka się z ciągłym niedopasowaniem. Mąż może być mocno materialny to żona dla równowagi pójdzie w antymaterię itd. Może być też tak, że oboje są alkoholikami, ale wtedy istnieje duża szansa, że wyrównują potencjał na szerszym polu rodzinnym.

    Generalnie wrażliwi ludzie mają w sobie opcję dostosowania się, więc będąc w takim egregorze nieświadomie wybierają „gorszą” opcję równoważącą. Dopóki jest to nieuświadomione to może bardzo uprzykrzyć życie. Często można np. zaobserwować np. że w jakiejś wsi stoi prawie, że hrabiostwo, a inni mieszkańcy tej wsi prawie przymierają głodem (dosłownie tuż obok stoją chałupinki). Nie wiem czy ktoś spotkał się z jakąś wsią, że wszyscy mieli wypasione domy i fury. To jest taki egregor terytorialny, ale na szczęście nie mający takiej mocy jak np. egregory rodzinne.

    Ta teoria u mnie dosyć dobrze się zweryfikowała, ale dobrzeby było, żeby Jacek się nad tym nadpisał, bo ostatnią rzeczą jaką bym sobie życzył to wprowadzać kogoś w błąd na tej stronie.

    No i tu dochodzimy do bezsilności. Jeśli ktoś na wszystkich polach oddał inicjatywę (a karmicznie został wtłoczony w takie a nie inne środowisko), a intuicyjnie chce się wygrzebać (a nie jest wyposażony w odpowiednią wiedzę) to często wali głową w ścianę. Biznesy padają itp. Czy jest na to jakaś rada? Przede wszystkim uświadomienie sobie takich faktów, integracja emocjonalna i jako efekt uboczny – akceptacja. Z mojej perspektywy walka o zasoby jest bezcelowa i ten kto będzie chciał wydrzeć kawałek drugiemu jest skazany na porażkę i problemy z innej strony. Ot mamy tyle ile mamy.

    Inną kwestią jest to na co mi Jacek dzisiaj otworzył oczy. Wrzechświat chce rozwoju, a człowiek nie widzi końca. Wszedł na wysokie poziomy integracji, a ciągle go coś gryzie – a to w pracy, a to jakieś byty na 4 gęstości, a to nieciekawe potencjały przemieszczające się po przestrzeni. Normalnie ten System to jakaś masakra. Energii w nim brakuje. Ciężki temat. Niemniej trochę tak jest, że wszechświat dokręca śrubę, ale też dla wyrównania potencjału mocno ratuje. Są istoty, które ciebie gryzą, a są które pomagają. Chciałoby się w końcu być panem sytuacji i zobaczyć przed sobą rozświetloną drogę. Trochę odpuścić w nieodpuszczaniu. Poluzować napięte struny. Dobra kończę, bo zaczynam gadać jak kołcz, czyli z bani, a intencje miałem do przedstawienia swojej teorii równowagi potencjałów tylko 🙂

    Polubienie

  7. Bardzo proszę o uszczegółowienie pytania o poziom świadomości rozpatrywanej jednostki (lub chociażby jego zakres). Inaczej odpowiedzi jest niemal nieskończona ilość. A jednocześnie jest również jedna, jednak biorąc pod uwagę charakter wypowiedzi na blogu, oraz wypowiedzi innych osób na powyższe pytania na fb proszę o skonkretyzowanie.
    pozdrawiam

    Polubienie

    • Odniosę wedle swojego artykułu: https://jacekczapiewski.com/artykuly/rodzaje-swiadomosci/

      Świadomość zewnętrzna, aby to rozpatrywać miało sens powinna być conajmniej na dobrze zbudowanym pierwszym etapie, pretendującym do drugiego (czyli poziom 1,5+).
      „Etap 1 – odbieranie bodźca z zewnątrz i możliwość reakcji – narzędzie „nami rządzi”.
      Etap 2 – wybieramy na jakie bodźce się wystawiamy, i jak ich doświadczamy – używamy narzędzia, my nim rządzimy.”

      Świadomość wewnętrzna chociaż zachaczająca o etap drugi:
      „Etap 2 – istota jest zdolna do autorefleksji na swój temat – świadomy obserwator.”

      Co do świadomości Rdzenia, to jej bym dalej na potrzeby tego tematu nie defioniował, z racji tego, iż uważam, że często właśnie niedobory w tej świadomości są przyczyną tkwienia w beznadziei.

      Polubienie

  8. Ja uzupełnię tylko swój wywód tym, że nawet jeśli zasoby są ograniczone to nie znaczy, że poprzez swój rozwój nie powinniśmy ich powiększać. A powiększamy je dzieląc się z innymi. Pula wtedy rośnie. Anomalią jest wyłącznie to, że ktoś te zasoby zagarnia wyłącznie dla siebie. Inną sprawą jest to, że czasami bardzo ciężko jest podzielić się swoimi zasobami.

    Drugą teorią, o której chciałbym napomknąć, a która związana jest z tym, że dusza nie idzie w zgodzie z osobowością jest teoria fal (zapewne nie jestem jedyny, który wymyślił jakąś tam teorię fal 😉 Niemniej moja teoria opiera się na powiedzeniu bodajże Juliusza Cezara, który powiedział, że w życiu mamy tylko jedną falę i albo z niej skorzystamy, albo będziemy żyć na mieliznach (czy coś w ten deseń). O tym powiedzeniu dowiedziałem się kilka dni temu, ale w sumie pół życia przeżyłem zgodnie z tą myślą. Zapewne każdy żałuje, że kiedyś niepostąpił inaczej i teraz byłby w innym punkcie – na 99% chodzi o szczęście ewentualnie dostatek materialny. To była właśnie ta fala. Niemniej zgodnie z teorią równowagi i o ile chcemy się rozwijać pomimo, że nie załapaliśmy się na falę szczęścia to dla równowagi złapaliśmy się na falę świadomościową (o czym świadczy bytność na tej stronie 😉

    Przypuszczalnie mogło tak być, że potrzebna była integracja naszej osobowości na wszystkich poziomach. Mogły to być nauki dla duszy albo też odbębnienie karmy, ewentualnie pamięć komórkowa. Więcej przykładów nie znam, bo tak bardzo się nie znam 🙂

    No i jeszcze może być opcja, że wspinamy się na szczeblach hierarchii wszechświata, a tam tych co nie zaznali cieni i blasków to raczej nie przyjmują. Inna sprawa, że jak życie dokopie to ma się w dupie wspinanie po szczeblach takiej kariery. Paradoksem jest to, że odpuszczenie (wynikające z integracji wiedzy) daje przepustkę dalej 😉 Czasem by się chciało wrócić z powrotem do matrixa, a tu tylko kolejne próby. Mam oczywiście na myśli próby mentalnego dawania sobie rady w Matrixie, aż do całkowitego odpuszczenia walki, rywalizacji, masek, spinania się i pojawienia się naturalnej chęci działania. Po prostu do zaniknięcia tej beznadziei. Notabene beznadzieja jest przeciwieństwem nadziei, więc czasami warto ruszyć suwakiem w drugą stronę 🙂

    Polubienie

  9. Moja propozycja jest taka:
    pyt 1 ogólne.
    Te treści to przejaw Stworzenia, by przekroczyć ramy własnej świadomości, skierowany do jednostek samoograniczających się, blokujących swój rozwój przez niechęć do poszerzenia (uwolnienie) własnych struktur mimo skondensowania informacyjnego . To uświadomienie własnej siły oraz , wstępnie, potęgi Świadomości Wszechstworzenia.
    Beznadziejnośc to udręka na poczuciem utracenia kontroli. Poczucie besilności dodatkowo jeszcze oddaje pokłady własnej mocy. (Btw.nie uważam, aby te dwie treści zawsze występowały razem).
    Przy tym poziomie bezsilność może wystąpić jako nakaz uświadomienia sobie Równowagi- przejawu dualizmu ( „tak jak czuję się bezsilny- tyle mam mocy w sobie”), by oczywiście dołączyć fraktalność (słabość przez naukę przechodzi w moc, by ponownie stać się wyżej fraktalnie słabością dochodzącą do mocy..etc..). W momencie faktycznego przekontemplowania w/w treści się rozpuszczają. Udręka przechodzi w urzeczywistnienie mocy.
    Innymi słowy wyjście z sytuacji to akceptacja tego co jest. Jako poddanie się, lecz bez oddawania własnej samoświadomości (w odniesieniu do wolnej woli). „Cud” samoświadomości musi być uszanowany- oddawanie go tym szacunkiem nie jest. Jednak dla tego poziomu może to być niezrozumiałe, ponieważ w tym wpadku te treści pewnie zaistniały przez spotęgowanie oddzielenia, więc akceptacja odbierana jest jako poddanie się, a nie zaufanie.

    pyt 2.
    Bezsilność oparta na pustce- scalenie z poczuciem pustki, poddanie się i przez to wydobycie siebie.
    Bezsilność oparta nie na pustce- skierowanie kontroli na własną osobowość (zamiast próby kontrolowania świata) i praktyka dystansowania do rzeczywistości.
    Konkretnie do tego poziomu:
    Przy faktycznie rozwiniętej ś.w.- Kontemplacja/medytacja zasady dualności (przy słabszej ś.w- dla miłośników zwierząt chociażby kontemplacja Słonia jako idealnego przykładu połączenia przeciwieństw, które przeciwieństwami nie są;), a następnie przełożenie go na fraktalność..i siebie. Dualność ma się idealnie rozpłynąć w jedności poprzez fraktalność.
    Jednocześnie wnikliwa obserwacja Rzeczywistości jako efektu naszych myśli (kiedyś jako pisanie pamiętnika, a nastepnie jego analizowanie. Teraz np. prowadzenie bloga i obserwowanie feedbacku w komentarzach.. ale też w sytuacjach. Spotykanie z ludźmi i obserwacja efektu na sobie- tego co się powiedziało do kogoś.etc. możliwości jest wiele).

    Rada dla odważnych: By „odkurzyć” świadomość rdzenia- prośba o poprowadzenie w podróży trampingowej. Kilkanaście dni BEZ PLANU powinno wystarczyć. Nie planujemy gdzie śpimy, nie planujemy gdzie/co jemy- codziennie musimy znaleźć nowy nocleg/miejsce posiłku BEZ WCZEŚNIEJSZEGO PLANOWANIA, szukania w necie. Dopuszczalne jest zaplanowanie pierwszego noclegu. Po kilkunastu dniach poczucie jedności powinno być wystarczająco wzmocnione ( oczywiscie też wzniesie ś.w + ś.z). Ale uwaga-im więcej własnych blokad, tym więcej „przeszkadzaczy” podróży.Zmiana miejsca zamieszkania na inny kraj działa podobnie.Przynajmniej na początku. Uwaga przy dłuższych podróżach istnienie mozliwość kollapsu Istoty w stronę ..”niewłaściwą”. Radzę uważać.

    pyt 3. Zależy od poziomu świadomości. Im niższy poziom tym płytsze poczucie bezsilności, więc szybsze z niej wyjście. Następnie nieco wyższe poziomy, bez sporej uważności, mogą się w tych treściach zatracić. Wreszcie wysokie poziomy przechodzą ten etap gładko, ponieważ bezsilnośc zastępuje wdzięczność za możliwośc zjednoczenia (czyli za sprawą urzeczywistnienia zrozumienia). Ale wciąż panuje zasada fraktalności, więc pamiętajmy, że poprzeczka jest stale podnoszona. „Znajdywanie” rozwiązań to Rozwój Źródła (czyli właściwie bezzasadne jest rozpatrywanie czy bezsilność/cierpienie ma sens).
    Dot. wspomnianego poziomu: Wchodzenie w poczucie bezsilności jedynie tą jednostkę rozwinie-w końcu dostrzeże, że posiada większą możliwość decydowania i przez to wyrówna poziom zewnętrzny z wewnętrznym.

    Oczywiście chętnie przeczytam sprostowanie.
    pozdrawiam

    Polubienie

    • c.d. pyt 2. Sport.
      Na poczucie bezsilności wpłyniemy również uprawianiem jakiegoś sportu, przy czym mam na myśli regularne poświęcenie mu czasu. Spróbowanie nie rozwiąże sytuacji, a jedynie wzmocni bezsilność.
      I teraz tak- uprawianie niemal każdego sportu min. na poziomie średniozaawansowanym (większy nacisk kładziemy na regularność, umiejętnośc przyjdzie z czasem) pomaga.
      Dla osób chcących zobaczyć efekty szybciej proponuję:
      1. Naukę jazdy konnej. Koń nie da się poprowadzić jeżeli nie wyzwolisz swojej wewnętrznej siły. Będziesz miał tylko tego złudzenie ( do czasu). Z czasem, gdy odkryjesz w sobie tą siłę, przy okazji rozpoczniesz naukę współpracy (jako kolejny warunek bycia jeźdźcem) oraz przyjmiesz siebie takim jakim jesteś (porzucenie lęku przed byciem autentycznym).
      2.Snowboard. Mówi się, że łatwiej nauczyć się jeździć na nartach, lecz trudniej osiągnąć stopień dobry. W snowboardzie jest odwrotnie- ciężej się go nauczyć na początku, łatwiej doszkolić (bez opcji freestyle- w snb i nartach jest on równie trudny). I właśnie dlatego proponuję go jako „przyśpieszacz”. By nauczyć się jeździć bokiem (absolutnie nienaturalny sposób, dodatkowo stale unieruchomione nogi) musisz „oszukać” błędnik. Czyli nie jest to wyłącznie wyjście ze swojej strefy komfortu, ale wręcz oddanie się prowadzeniu. Oprócz tego zanim zjedziesz ze stoku na poziomie przeciętnym przewrócisz się setki (tysiące?zależy od razy osoby) razy- czyli całkowicie upokorzysz siebie i swoje ego (poczucie braku kontroli jest silne). To dlatego tak wiele osób rezygnuje ze snowboardu w pierwszy dzień-nie mogą znieść upokorzenia (a przecież wtedy zyskujesz pokorę). Np.natępnym fraktalem jest skateboard freestyle itd.
      3.Biegi górskie jako opcja dla zaawansowanych w pracy z besilnością. Inaczej na stromych szlakach można jedynie zafundować sobie kosztowny lot helikopterem.
      4. Oczywiście takich sportów jest dużo więcej. Po prostu rozpatrujmy sport w sposób „fraktalny”.

      Osobiście uważam, że przy wykrzystaniu sportu jako głównego narzędzia, należy pracować również np. nad odwagą (tych treści jest więcej). Odwaga wymusza pokorę, poddanie się biegowi rzeczy (poprzez pakowanie się w wątpliwe sytuacje). Jesli tego nie zrobimy- oprzemy poczucie własnej wartości na danej umiejętności (i gwarantowane wzmocnienie innej nieciągłości), a efektów w życiu wciąż nie będzie.
      Przy sporcie warto przypomnieć o wampirach energetycznych, które za główny cel obierają niezdrową rywalizację (co jest dla nich sporą motywacją). Gdy damy się wciągnąć w ich „porównywanie”z naszymi umiejętnościami- naszą motywację szlag trafi, a oni zyskają królewski posiłek. To utwierdzi nas w naszej bezsilności.

      pozdrawiam

      Polubienie

  10. Może ugryzę 1. punkt z innej strony.
    Cel bezsilności/beznadziejności:
    – informacja, że potrzeba coś zmienić
    – informacja, że potrzeba jednak zaakceptować
    – informacja, że trzeba pójść trochę pod prąd
    – informacja, że trzeba iść z prądem
    – informacja, żeby nauczyć się wsparcia wszechświata
    – informacja, żeby nauczyć się samemu wspierać
    – informacja o przejściu na wyższy level
    – informacja o niemożności przejścia na wyższy level

    Dla mnie osobiście bezsilność pojawia się kiedy „urywa” mi się kontakt z umysłem / corsupem. Może to być w skutek przemęczenia, przebodźcowania, ewentualnie zbyt intensywnej wymiany treści. Przydatny jest wtedy dłuższy odpoczynek. Problem w tym, że nie zawsze jest na to opcja. Tutaj skutkują prośby do Boga i faktycznie zazwyczaj zdarzenia układają się, że dosłownie pełzając przekraczam linię mety 😉

    2. Co możliwego do praktycznego zastosowania proponujesz osobie ogarniętej bezsilnością/beznadziejnością? (ps. Do osobnego rozpatrzenia sytuacja gdy bezsilność/beznadziejność jest oparta na pustce lub nie)

    Nie wiem czy jest to zawsze praktyczne, ale skowycie do Boga zazwyczaj pomaga 🙂
    Osobiście pustkę rozumiem jako odcięcie od corsupa. Tutaj oprócz próśb do Boga zaleciłbym dietę.

    3. Czy da się dokonać prawdziwej integracji osobowości bez wchodzenia w poczucie bezsilności/beznadziejności?

    Jeśli ten stan się pojawia to nie da rady zepchnąć go do podświadomości i się skutecznie zintegrować. Ten punkt rozpatrywałbym jako drugi. Praktyczną poradą, którą stosowałem może być Inetgracja Oddechem. Zauważamy to co czujemy i patrzymy jak się czujemy z tym co czujemy. Smakujemy to odczucie, a następnie jak się wyłni inne pochowane to smakujemy to następne. Obieranie cebuli. No ogólnie cała książka jest o tym 😉

    Polubienie

  11. Sam jestem ciekaw czy uczucie pustki można jakoś skutecznie wyprowadzić na zewnątrz? Najlepiej w tym względzie kojarzą mi się walki kibiców, tudzież wydzieranie się na meczu – tylko dobrze żeby puściły elegancko hamulce. Alternatywnie praca wewnętrzna. Wielu osobom pomaga wygadanie się (wyżalenie), ale ja osobiście bym się męczył.

    Polubienie

  12. Dopiszę AD.3, bo tu jednak zauważam 2 opcję. Jeśli podstawą bezsilności/beznadziejności są pochowane emocje to oczywiście te emocje trzeba jakoś uwypuklić / uświadomić, a następnie z nimi pracować. Natomiast jeśli jest to bardziej pustka (może bezemocjonalność) to istnieje opcja rozkręcenia swojego biopola i następuje integracja wiedzy na wyższym poziomie.

    Polubienie

  13. Nie konkurując z nikim dodam jednak od siebie kilka groszy.
    Bezsilność może się pojawić kiedy ktoś żyje nie swoim życiem. Wtedy nie ma się co dziwić, że po prostu nie wychodzi.
    Bezsilność może się pojawić nawet kiedy wszystko idzie dobrze ale brak jest odpowiednio wyważonej cierpliwości.
    Bezsilność jako informacja że po prostu zmierzasz w złym kierunku.
    Bezsilność jako brak akceptacji.
    2. Indywidualnie… ale mocno generalizując:
    pustka: większa otwartość
    brak pustki: konieczność weryfikacji np. stanu obecnego
    3. Tak, tu też w zależności od sytuacji i osoby, ja nie jestem w stanie wymienić wszystkich możliwości.
    Potrzebne będzie np. zdolność do zmian, znajomość siebie, chęć ruszenia w rejony własnego dyskomfortu…

    Jak (i czy) Waszym zdaniem wpisują się w to wszystko wątpliwości?

    Polubienie

  14. – Czy jest jakiś ‚wyższy cel/sens’ w istnieniu takiej treści/odczucia jak poczucie bezsilności/beznadziejności? (Czy po coś to zostało stworzone/istnieje?)

    Bywają chwile, w których zostajemy wyrwani z naszego codziennego rytmu dnia i nocy. Taką sytuacją jest właśnie doświadczenie beznadziejności i pustki – niezależnie od powodu tego wydarzenia. Pozostajemy wówczas bezsilni, wyrzuceni z synchronicznego biegu czasu, jakby w jego szczelinie, pomiędzy, z jednej strony, niemożliwą już dla nas przyszłością, a z drugiej, definitywnie zamkniętą przeszłością. Zostajemy wyrwani z algorytmów środowiska, w którym dotychczas żyliśmy, nasze dotychczasowe przekonania tracą na znaczeniu, nie przystają bowiem do zaistniałej sytuacji. Wobec tego co nas spotkało pozostajemy całkowicie bezsilni i dosłownie bez-radni, nie ma bowiem żadnej wyczerpującej rady, która mogłaby nam tutaj pomóc. Ogarnia nas doznanie osamotnienia i przejmujące uczucie lęku. Zastanówmy się jednak jaka jest natura tego przeżycia, jakie treści niesie ono ze sobą oraz czego, tak naprawdę, się lękamy?
    Zauważmy, że w lęku związanym z przeżyciem beznadziejności i rozpaczy, która nas wówczas ogania, jesteśmy całkowicie przykuci do siebie, trochę tak jakbyśmy zostali wrzuceni w siebie samych. Natura tego auto-afektywnego odczucia polega na tym, że jego treść lub prawda tego przeżycia, zostaje w całości odniesiona jedynie do siebie samej! Doznania takie mają to do siebie, że doświadczane są jakby wewnątrz nich samych; treści, które ze sobą niosą i sensy, które odsłaniają, jawią się jako oparte jedynie o siebie i dlatego są przez nasz odbierane – przez nasz wzorzec poznawczy – jako „absolutne”. Traci wówczas sens rozróżnienie na to co subiektywne i obiektywne. Zwróćmy także uwagę, że pozostając ogarnięci stanem doznania rozpaczy i jej beznadziei, żadne zewnętrzne, przybywające do nas zdarzenie, nawet to, które powszechnie uważamy za najbardziej pozytywne, nie jest w stanie wybić nas z tego stanu; ale prawdą jest także coś odwrotnego: w stanie szczęśliwości lub spełnienia, żadne tak zwane negatywne doświadczenie nie zmieni naszego samo-odczuwania – aby do tego doszło, wpierw musi się coś definitywnie zmienić wewnątrz nas samych. Z tego względu brakuje mam często języka, który zdołałby wyrazić ten ekstremalny stan, w który popadliśmy. Taka trwoga dosłownie odbiera nam mowę. Uczucie pustki, które temu towarzyszy – bowiem cały świat naszego dotychczasowego życia nagle legł w gruzach – pojawia się, być może, dlatego, że przeżywane przez nas treści środowiska, w którym do tej pory wzrastaliśmy, okazały się teraz całkiem bezużyteczne i jakby „wyślizgują” się nam; w związku z tym zostajemy skonfrontowani z poczuciem własnej nicości wobec treści, którymi dotychczas karmiliśmy nasz umysł!
    Czego więc lękamy się popadając w stan bezsilności i beznadziejności? Boimy się samych siebie ogarnięci poczuciem wewnętrznej, otchłannej pustki, ponieważ z zewnątrz nic nie uwolni na od nas samych. Nie możemy uciec od siebie, ale też w niczym mamy nie mamy żadnego oparcia. Stajemy oko w oko z sobą samym! Lęk, którego wówczas doznajemy, jest więc wyrazem naszych nieciągłości, które zastajemy w sobie. Jednak ten stan domaga się rozwiązania. Musimy zadecydować o sobie w sytuacji, kiedy paradoksalnie wybór wydaje się niemożliwy. Stajemy wobec paradoksu: mamy wybrać to co jest niemożliwe do wybrania, ponieważ nie ma żadnego kryterium, które z góry mogłoby określić naszą decyzję! Ale czy właśnie to nie jest najważniejsze? Cóż to bowiem wart jest taki wybór, w którym z góry wiemy co możemy lub powinniśmy wybrać? Lecz tu odsłania się kolejny paradoks: ta niemożliwość dana poprzez beznadziejną trwogą, przeżywana jako nasza wewnętrzna pustka, jest jednak tym sposobem, w którym jesteśmy dani sobie samemu. Ta moc donacji sprawia, że to co obecnie przeżywamy jako naszą niemoc, może paradoksalnie zostać przemienione w możliwość odnalezienia nowych treści w nas samych. To prawdziwy skok w nowy sposób bycia: odbijając się od „ściany” naszej nie-możliwości przechodzimy do pozytywnej możliwości czynu wyboru siebie samego! Pamiętajmy o tym, że zostaliśmy wyrwani ze środowiska naszego poprzedniego życia, więc im bardziej, w tej sytuacji, decydujemy się na wybór nowych treści nas samych, tym bardziej odkrywamy, że ta decyzja została nam umożliwiona przez coś co już wcześniej w sobie zastajemy, czyli przez coś co poprzedza i umożliwia samą możliwość podjęcia takiej decyzji. Czyż ta przemiana niemocy w moc wyboru siebie, nie została nam dana na bazie czegoś „większego” od nas, co w sobie zastajemy, a czego wcześniej nie byliśmy świadomi – treści Rdzenia, świadomości Rdzenia?
    Wydaje się więc, że odczucie pustki i bezsilności, które nas dopadło, było raczej wynikiem naszego braku doświadczenia treści Rdzenia. Być może taki jest właśnie sens czy też cel w istnieniu i odkrywaniu takich treści jak bezsilność czy beznadzieja: w doświadczaniu ich chodzi o to, aby skonfrontować się z tym to co w nas jest ukryte i co jednocześnie spychamy w głąb siebie. Umożliwia to przepracowanie naszego cienia, a także „oferuje” nam „przyspieszony kurs” przerabiania swoich nieciągłości. Jest to także szansa na takie „zresetowanie” siebie jako możliwość wyjścia poza nasz dotychczasowy wzorzec poznawczy i zbudowania siebie na nowo, lecz już w oparciu o nasze własne, nowe, wewnętrze treści. Aby zmienić dotychczasowy sposób bycia, musimy wyjść ponad to czym obecnie żyjemy, a to możliwe jest właśnie poprzez wstrząs, który wyrywa nas z błogiej nieświadomości. Rozwój świadomości jawi się tu jako transcendowanie, przekraczanie siebie samego, czy też jako nasza droga. Pytanie o to dokąd ta droga prowadzi nie ma specjalnie sensu, bo gdyby odpowiedź była z góry wiadoma, to wówczas przekreśliłoby to otwarty charakter naszego rozwoju. W tej sytuacji nawet decyzja samobójstwa, ale już przecież jako głęboko przez nas uświadomiona, jest także wyborem kierunku naszej dalszej drogi. Wynika stąd również, że nie ma żadnego, z góry określonego celu, który byłby lepszy lub gorszy, dobry lub zły. Mamy prawo być zombiakami, mamy prawo nie myśleć, mamy prawo do rozkładu czy anihilacji; ale mamy też pełne prawo do rozwoju i pogłębiania naszej świadomości. Przeciwieństwem progresu jako bycia w drodze będzie więc wewnętrzne zapętlenie lub zafiksowanie na treściach bez wyjścia.

    – Co możliwego do praktycznego zastosowania proponujesz osobie ogarniętej bezsilnością/beznadziejnością? (ps. Do osobnego rozpatrzenia sytuacja gdy bezsilność/beznadziejność jest oparta na pustce lub nie)

    Jakkolwiek abstrakcyjnie i enigmatycznie by to brzmiało uważam, że w takich sytuacjach chodzi przede wszystkim o to aby wytrwać w sobie samym. Co przez to rozumiem? Stan bezsiły lub beznadziejności zawiązałem uprzednio z odczuciem rozpaczy. Rozpacz, w moim rozumieniu, nie jest formą użalania się nad sobą, ale jest stanem umysłu ogarniętego poczuciem braku jakichkolwiek możliwości. Dlatego dla mnie jest ona zawsze związana z mniejszym lub większym, chwilowym odczuciem pustki treści naszej świadomości. Rozpacz pojawia się tam, gdzie pole świadomości naszych aktualnych możliwości nagle kurczy się do zera. Etymologicznie rozpacz oznacza właśnie roz-pacz, czyli wy-paczanie treści naszej świadomości, rozmijanie się z samym sobą, być może chcielibyśmy wówczas „odkleić” się od siebie; ale paradoksalnie roz-paczać, wy-paczacać siebie, uciekać przed sobą możemy próbować jedynie wtedy, gdy wcześniej zostaliśmy już sobie jakoś dani, a w tym momencie nie potrafimy lub nie chcemy podjąć tej donacji. Gdybyśmy od początku sami byli własnymi stworzycielami, nie byłoby chyba mowy o żadnej formie niedostosowania do siebie samego, ponieważ nie byłoby miary, która mogłaby nas poprzedzać. Otwartym pozostaje pytanie: czy z tego względu sam Rdzeń nie działa na samego siebie w ten sposób, że stwarza istoty, aby dzięki ich alienacji samemu pogłębiać i wzbogacać się o nasze/Jego nowe treści? To jednak pozostaje zamknięte dla naszego linearnego rozumowania.
    W tym miejscu można postawić pytanie o to czy spotkanie z innością drugiego człowieka może wyrwać nas ze stanu rozpaczy (bezsiły/beznadziejności)? Spotkanie z drugim człowiekiem może być wy-darzeniem, to znaczy darem treści, których nie dostrzegamy, otwarciem horyzontu niedostępnego z naszej perspektywy. Ogarnięci depresją udajemy się przecież do lekarza (psychologa, psychiatry). Jednak nie można zbyt pochopnie absolutyzować doświadczenia związanego z innymi ludźmi lub odmiennymi istotami. Każde takie spotkanie musi w ostateczności zostać przefiltrowane i przerobione poprzez treści wnętrza naszej świadomości, ponieważ nikt za nas nie dokona naszego osobistego skoku w świadomą egzystencję; w tym sensie jesteśmy całkowicie samotni, to jedynie nasza sprawa i nasza własna droga. Chodzi więc o to aby być sobą-samym, żyć w oparciu o siebie samego, o swoje własne i przez siebie przepracowane, a nie zewnętrznie, dogmatycznie przyjęte treści. Wykroić z przestrzeni tą nasza niszę zarezerwowaną jedynie dla nas samych. Odnaleźć swoją, własną przestrzeń. Nie udawać przed sobą nikogo innego, żyć własnym życiem, a nie wyimaginowanym życiem innych. Nieodzowny jest tu również element medytacji jako sposobu wewnętrznej integracji i głębokiego wejścia w treści własnej świadomości. Musimy także pamiętać o tym, że nie podjęcie wyboru siebie, unikanie wyboru własnych treści życia, to także jest nasz wybór. Pojawia się wówczas pokusa ucieczki w różne ideologiczne czy religijne „podpórki”, w używki lub niestety, w nieuświadomione samobójstwo, którym tak łatwo ulegamy aby zrzucić z siebie balast odpowiedzialności za własny rozwój. Natomiast na poziomie świadomego przepracowania nas samych pojawia się już głębia świadomości przejawiająca się, między innymi, w postaci uważności i samo-obserwacji: jakie treści mam do przepracowania w tym czego doświadczam? Ujawnia się również jego następny poziom: doświadczenie wolności jako nieciągłości. Moim zdaniem wolność jest właśnie naszą najgłębszą, zadaną nam do przepracowania nieciągłością.

    – Czy da się dokonać prawdziwej integracji osobowości bez wchodzenia w poczucie bezsilności/beznadziejności? (odpowiedź uzasadnij)

    Uważam, że jest to możliwe, ale nie na bazie kulturowej jeszcze obecnego matrixa.
    Treści oraz sposób ich przerabiania, o których pisałem powyżej, mają jedną wspólną cechę – oparte są na cierpieniu! Jest ono niestety wpisane w sam „motor” rozwoju naszej, jeszcze obecnej, cywilizacji. Algorytmy kulturowe tego, na szczęście odchodzącego już matrixa, są tak skonstruowane, aby rozwój polegał w nim na tworzeniu ogromnych napięć na przestrzeni, a następnie na ich rozładowaniu poprzez przerabianie cierpienia, które w wyniku tego powstaje. W naszych zmaganiach z cierpieniem jesteśmy do niego tak bardzo przykuci jak chory do łóżka lub kaleka do wózka inwalidzkiego, z tego względu nie potrafimy oderwać naszej świadomości od przerabianych napięć i dlatego też pozostajemy ślepi na całe ogromne bogactwo sensów nas otaczających. Z tego względu nasz tak zwany rozwój – oparty przecież o poczucie wewnętrznej integracji – ciągle dokonuje się poprzez jakąś formę wstrząsu: coś musi nas radykalnie wybić z naszego codziennego, nieświadomego sposobu bycia. Taką formą „resetu” jest właśnie poczucie bezsiły i beznadziejności, które z drugiej strony, dobrze koreluje z naszym niskim poziomem świadomości. Zwróćmy uwagę jaką wielką rolę odgrywa cierpienie w naszych najważniejszych systemach religijnych. Prowadzi to całkowitego zaburzenia poczucia wewnętrznej, osobowej integracji, ale także przekreśla możliwość powstania, jednej ludzkiej cywilizacji, a przez to przyczynia się do generowania ogromnych podziałów i napięć kulturowych. W tym kontekście warto zauważyć, że nawet największe idee powstałe na przestrzeni dziejów, przenoszone na plan społeczny, zawsze obracały się w swoje zaprzeczenie. Jest to jednak temat na całkiem osobny esej.
    Być może ten stan rzeczy ma swoje źródło na najbardziej elementarnym poziomie naszego wzorca poznawczego. W naszych schematach poznawczych, operujemy bowiem parami wzajemnie przeciwstawnych, nie dających się zsyntetyzować pojęć, takich przykładowo jak wolność–odpowiedzialność, dobro-zło … itd. Na planie społecznym, absolutyzowanie wolności prowadzi do anarchii, w przypadku odpowiedzialności do totalitaryzmu. Natomiast absolutyzacja różnicy dobro/zło – to dopiero kuriozum! Jest to domena religijnych systemów zbawczych, które mówiąc o braterstwie, odpowiedzialności i miłości bliźniego, ciągle generują podziały i napięcia. Z jednej strony, w imię wewnętrznej ascezy preferowany jest zbawczy wymiar cierpienia z jego jest pogardą dla siebie samego, a z drugiej obowiązuje hasło bliźniego miłości bliźniego, którego mamy miłować jak siebie samego, to znaczy na miarę nienawiści do siebie samych! Wynika stąd, że to co miało wyzwolić nas od przemocy, samo staje się jej ukrytym generatorem. Z tego względu nie jest możliwy żaden ekumenizm, ponieważ każde wyznanie będzie zawsze absolutyzować swoją wizję zbawienia. Paradoksalnie odpowiedź na pytanie o możliwość dialogu międzyreligijnego prowadzi do uśmiercenia religii w jej wymiarze wyznaniowym, na rzecz religio jako poza-wyznaniowej, międzyosobowej więzi. Ma to także wyraz we współczesnym humanizmie z jego programowym pesymizmem, dla którego paradygmatem stało się hasło, że być człowiekiem, to znaczy – być winnym! Grzech, wina i cierpienie z nim powiązane ciągle jeszcze rządzą zasadami naszego matrixa.
    Ma to także wpływ na system wychowawczy, w którym rola zabawy i jej radość związana z odkrywaniem nowych treści, została całkowicie zmarginalizowana w wychowaniu człowieka oraz rozwoju jego świadomości. Zabawa przystoi jedynie „nie-odpowiedzialnym” dzieciom, natomiast zostaje odmówiona „odpowiedzialnym” dorosłym. W naszym świecie zabawa i poczucie odpowiedzialności całkowicie się ze sobą rozchodzą. Bowiem tam gdzie jest zabawa, nie ma przecież cierpienia, natomiast odpowiedzialność to podjęcie cierpienia jako konsekwencji naszych przewin, których źródłem jest samo nasze istnienie. Ważne jest w tym kontekście rozróżnienie na odpowiedzialność ponoszoną i podejmowaną, bierną i czynną. Odpowiedzialność jako zadanie do realizacji, z natury więc ukierunkowane na przyszłość oraz jej przeciw-waga w postaci wzięcia na siebie konsekwencji swojego postępowania w przeszłości. W związku z tym zapytajmy o to, czy można pomyśleć odpowiedzialność poza winą? Oczywiście, że tak! Jednak zasada naszego matrixa dąży do powiązania odpowiedzialności z winą, której przeszłość pozostaje ukryta w nieprzeniknionych mrokach naszego pochodzenia – czego wyrazem jest religijna figura „grzechu pierworodnego”. Obwiązuje nas ciągle jeszcze zasada rozwoju, głoszona powszechnie z różnych ambon obecnego matrixa, że ta prawda jest dla nas bardziej wartościowa, której poznanie kosztuje nas więcej bólu i cierpienia! Jednak czy tak zawsze musi być? Czy nie moglibyśmy wyobrazić sobie życia, gdzie odpowiedzialnie bawimy się naszym rozwojem, doświadczamy różnych jego aspektów, lekko przełączając się na jego odmienne wątki i z tej perspektywy weryfikujemy nasz poziom świadomości?

    Jeżeli, po przeczytaniu tych wypocin wkurzył kogoś mój egzystencjalny bełkot, to bardzo Go za to przepraszam, ale po prostu tak to widzę i czuję. Pozdrawiam Wszystkich.

    Polubienie

  15. Pojawiło się tutaj bardzo wiele ciekawych komentarzy, pomysłów, opisów. Wybaczcie, że w tej chwili nie odniosę się każdej treści z osobna – chodziło mi tutaj tylko o drobne podsycanie tematu z mojej strony, nie zaś usilne ładowanie własnych treści. Naturalnie, to co dotąd znajduje się w komentarzach w dużej mierze koresponduje z moimi prywatnymi poglądami. Na teraz chciałem dorzucić kolejną kwestię, która nie został jakoś wyraźnie poruszona (chociaż pojawia się jako kontekst domyślny).

    Jak ma się bezsilność/beznadziejność do określonych chęci przetrwania? Tak skrótowo:
    – czy bezsilność/beznadziejność pokazuje nam naszą (ukrytą)chęć przetrwania lub właśnie jej brak?
    – czy bezlisność/beznadziejność może być właśnie brakiem nie tylko integracji na ludzkiej płaszczyźnie, ale pomiędzy poziomami naszej istoty (różnymi gęstościami)? Czy przykładem takiej nieitegralności może być odmienne na poziomach postrzeganie chęci/potrzeby przetrwania? (a ponieważ zwykle są odmienne, to jak widzicie integrację pomiędzy poziomami -> ps. mam oczywiście na to pewien swój ogląd)
    – czy bardzo ogólnie patrząc możemy dojść do wniosku, że na beznadziejność podatne są tylko formy, które czują się śmiertelne ?

    Polubienie

  16. Jak ma się bezsilność/beznadziejność do określonych chęci przetrwania? Tak skrótowo:
    – czy bezsilność/beznadziejność pokazuje nam naszą (ukrytą)chęć przetrwania lub właśnie jej brak?

    Tak i nie. Tak – bo jest to bardzo często spotykana forma resetu, szczególnie w warunkach ziemskich. Natomiast nie – w sytuacji, którą nazwałbym „umiłowaniem rozkładu”. To forma specyficznego buntu przeciwko treściom Rdzenia. I nie chodzi mi tu o jakąś formę ucieczki w narkotyki, alkohol czy coś innego. Chodzi o coś więcej: istota nie ma ochoty wchodzić w gry przestrzeni lub też tak bardzo jest skupiona na swoim rozdętym ego, że nie potrafi znieść tego, że w jej mniemaniu nie jest Rdzeniem, w wyniku czego, zaczyna dążyć do rozkładu. Moim zdaniem dobrze to oddaje dramat Salieri’ego, z filmu Formna Amadeusz: jak mogę znieść to, że nie jestem nim (czyli tutaj oczywiście Mozartem)?!

    – czy bezsilność/beznadziejność może być właśnie brakiem nie tylko integracji na ludzkiej płaszczyźnie, ale pomiędzy poziomami naszej istoty (różnymi gęstościami)? Czy przykładem takiej nieitegralności może być odmienne na poziomach postrzeganie chęci/potrzeby przetrwania? (a ponieważ zwykle są odmienne, to jak widzicie integrację pomiędzy poziomami -> ps. mam oczywiście na to pewien swój ogląd)

    Tak, moim zdaniem bezsilność/beznadziejność jak najbardziej mogą być brakiem integracji na różnych poziomach naszej istoty. Dotyczy to na przykład rozwiniętych corsupów, które dla swojego rozwoju potrzebują przerabiać takie treści, które dla istoty wcielonej na trzeciej gęstości, będą wydawać się nie do zniesienia. Ale prawdą wydaje się być także coś odwrotnego: nadmiar leków nagromadzonych w istocie może być również przejawem nieprzepracowanych nieciągłości corsupa dążącego już do rozkładu. Obawiam się bardzo, że dotyczy to także piszącego te słowa – oby nie!

    – czy bardzo ogólnie patrząc możemy dojść do wniosku, że na beznadziejność podatne są tylko formy, które czują się śmiertelne ?

    Z tego co wcześniej napisałem wynika, moim zdanie, że nie. Wydaje się, że może to dotyczyć także istot z szóstej i siódmej gęstości – czego przykładem może być Upadły. Możecie się ze mnie śmiać, ale przyznam się wam, że naszła mnie kiedyś taka straszliwa wizja Rdzenia jako pająka, który wspaniałomyślnie pozwala nam się rozwijać, piąć się w górę po DSŚ po to, aby na końcu nas wchłonąć – czyli pożreć!

    Polubienie

    • „nadmiar leków nagromadzonych w istocie może być również przejawem nieprzepracowanych nieciągłości corsupa dążącego już do rozkładu. Obawiam się bardzo, że dotyczy to także piszącego te słowa – oby nie!”

      Z racji prostego faktu, że ocenianie samego siebie jest z gruntu bardzo subiektywne, to opisanie siebie w jakim jest się stanie rzetelność uzyskuje jedynie, gdy nadam temu miano: ‚tak odbieram na stan bieżący’.

      Faktycznie, tematów z którymi przyszło mi się mierzyć nie brakowało. Z resztą wcale nie czuję, aby temat był zakończony – jednak pewien zasadniczy moment został przeskoczony. W skrócie, pierwsze moje odczucia prób integracji z przestrzenią Ziemską wyjawiały spore niedopasowanie (a przynajmniej tak to odbierałem). Z racji, że istniejące tutaj postawy cierpiętnicze wydawały mi się zawsze bardzo sztuczne, to jedyną opcją (realną na wtedy) dla mnie było postawienie się w kontrze (do ziemskiego matrixa). Naturalnie wielokrotne ‚zestawianie’ doprowadziło do wykazania niedoskonałości po obu stronach (i mojej i ziemskiego matrixa). To z kolei faktycznie pchnęło mnie dalej i poniekąd poddawało w wątpliwość własną źródłowość – a więc uzyskałem sporo wiedzy o sobie samym, ale faktycznie z niewielkim wymiarem praktycznym umiejętności zrobienia czegoś z tym z poziomu człowieka. To później doprowadzało do długiej kontemplacji swojej ewolucji, jak i faktycznie śmiertelności własnego corsupa. Prawdę mówiąc nie było wcale lekkie zbicie ze stołka wysokiego miana swojej piątogęstościowej konstrukcji. Kolejnym wątkiem i oczywistym pytaniem, które samo się nasuwało było: „czy próbuję faktycznie szerzej spojrzeć na swoje struktury czy może jest to forma ucieczki – uznam za nieważne”. Na wtedy również nie uzyskałem łatwo 100% odpowiedzi. Postanowiłem się więc ‚zabawić w łopatologię’. Tą łopatologią było badanie własnych treści z perspektywy ważności absolutnej. Nie będę tutaj starać się przedstawiać wniosków kompleksowo – trochę ich za dużo:) Jednak co ważne, okazało się po długim czasie na czym bardzo mocno opierałem swoje ‚animozje’ do rzeczywistości – i nie tylko z ludzkiego poziomu, ale także te nieciągłości w Corsupie. Suma sumarum, mój Corsup przykładał nadmierną ważność do skalarności Wszechświata. Skalarność jest oczywiście istotna, ale błędem było stawianie jej w wielu miejscach wyżej od innych jakości.
      Podsumowując, na teraz czuję, że czeka mnie jeszcze bardzo wiele do zrobienia i zrozumienia, natomiast nie czuję jakiegokolwiek poważnego zagrożenia dla swojej ewolucji. To poczucie nie wynika z przekonania, że jest ‚idealnie’, raczej z faktu, że udało mi się zakotwiczyć dużo większe zaufanie do Rdzenia w Corsupie – wcześniej faktycznie było z tym różnie.

      ps. Jeśli wnioski o moim stanie wyciągane są na postawie zadawanych przeze mnie treści, to będą one tylko częściowo słuszne. To, co obecnie wyrażam w pytaniach i artykułach to rzeczy w większości dawno ‚przemielone’. Pracuję nad mocno innym, sprawniejszym systemem opisu Wszechświata niż ten z HF – lecz z braku kompleksowości nie decyduję się jeszcze na uzewnętrznianie.

      Polubienie

      • Wielkie dzięki za ten wpis! To dla mnie bardzo ważne wskazówki odnośnie weryfikacji na ścieżce ziemskiej, a czuję, że taka powinna być teraz moja droga. Na razie jest bardzo ciężko. Nie potrafię się dopasować do żadnego środowiska i mam kłopot z akceptacją treści słowiańskich. Nie wiem w ogóle jak to się stało, że zdecydowałem się na dokonanie tych wpisów, ale już nie mogłem inaczej.

        Polubienie

  17. Ja odniosę się na ten moment do twierdzenia Lasza, że pustka to otwartość. To jest bardzo fajne twierdzenie, aczkolwiek u mnie pustka to utrata kontroli. Wolałbym, żeby nie ładowały mi się jakieś treści poza kontrolą. Wolę jednak mieć w miare dobre widzenie na 4. gęstości. Niemniej akceptacja takiej pustki jest bardzo przydatna. Wiąże się to z chęcią przetrwania o której napisał Jacek. Uff jak to dobrze wiedzieć, że chcę przetrwać 😀

    Polubienie

  18. W tym miejscu kończy się dyskusja jako wersja konkursowa. Liczę, że dyskutowany temat okazał się ciekawy dla uczestników. Pomimo zamknięcia konkursu zachęcam do dalszego, swobodnego wyrażania swojej myśli. Nad samym rozstrzygnięciem będę musiał nieco pomyśleć.

    Polubienie

  19. Ad1. Jest. Życie to przygoda poznania życia, cytując słowa samego Jacka, „jeśli coś może się wydarzyć, to się wydarzy” czy jakoś tak. Bezsilność to tylko spadek Mocy, miejsce w którym się szuka i wynika ze zużycia, wyczerpania, poznania treści które dawały Moc dotychczas. Jest to etap w którym rozkodowano pewne iluzje Matrixa za szybko i niedokładnie przez to się wpadło w pewien dołek. Umysł wtedy szuka czegoś nowego co pozwoli mu odzyskać świętą trójcę – Wiarę, Nadzieję, Miłość., dzisiaj nazywa się to Wiedzą.

    Ad2. Cytując słowa Churchilla – „Przechodzisz przez piekło, idź dalej”. Każde pocieszanie się jest powrotem do iluzji Matrixa których się wcześniej pozbyło i ich brak wytworzył właśnie chwilowe poczucie bezsilności. Cierpliwość matką wszystkich cnót, dlatego polecam cierpliwe obserwowanie pustki, depresji, bezsilności, przyglądanie się jej (żadnych prób pocieszania się pozytywami bo to tylko sprawi, że będziemy musieli w to miejsce bezsilności powrócić). Nic nie stoi w miejscu, wszystko się rusza i ten kto wytrwa ten w tej ciemności w końcu zobaczy jakieś zmącenie światła. To nie będzie od razu kawałkiem liny po której się będziemy wspinać, na początku będzie tylko wiarą, że to nie kolejną iluzja, potem nadzieją, że uda się sięgnąć, a potem dostrzegamy linę i zaczynamy ją kochać.

    Ad3. Da się… teoretycznie, ale zazwyczaj nie za jednego życia. Aby uniknąć poczucia bezsilności, należy się każdemu zdarzeniu uważnie przyglądać, być niezwykle delikatnym i skrupulatnym, żyć blisko Teraz czyli paradoksalnie być bliskim integracji osobowości i trzeba kochać Życie, zawsze, bez miłości do czegoś krew nie krąży w żyłach. Z racji jednak tego, że potrzeba integracji wynika z jej braku, raczej nikt na starcie nie jest uważnym, delikatnym i blisko Teraz więc będzie szedł wzlotami i upadkami na ścieżce poznania. Na wschodzie praktyki jogi i medytacji służą właśnie temu aby przechodzić proces (dłużej lub krócej, zależy od praktyki) właśnie w miarę bezpiecznie, bez zbyt głębokiego buszowania w głębinach podświadomości, gdzie bezsilność mieszka. Kto to robi nieuważnie, to kończy tak jak dzieci kwiaty z lat 70′ w USA. Wiele osób w tamtych czasach zbyt szybko i niedokładnie odkryła swoją podświadomość i to się skończyło schizofrenią.

    Bardzo fajny pomysł na taką interakcje z czytelnikiem w postaci pytań.

    Polubienie

  20. Wydaje mi się, że problem dzieci kwiatów to problem braku ugruntowania. Nie na darmo mówi się, że możesz wyciągnąć swoje ściężki duchowe tak głęboko jak głęboko sięgają Twoje korzenie. No i zgodnie z teorią równowagi była wojna to i musiała być jakaś przeciwwaga. Ona wytworzyła się mniej więcej na tym samym polu. Myślę, że może to mieć związek z zasadą równoważenia się potencjałów w sferze nulifikacji, tylko odbywa się to na planie fizycznym (podkreślam to, że napisałem „myślę, że” 🙂 Wszystko równoważyło się do systemu jakim był Matrix. Teraz zresztą też się tak równoważy, ale matrix jest już lepszym systemem niż kiedyś 🙂

    Polubienie

  21. Hm dodam jeszcze swoje odpowiedzi na następne pytania.
    „Jak ma się bezsilność/beznadziejność do określonych chęci przetrwania? Tak skrótowo:
    1 czy bezsilność/beznadziejność pokazuje nam naszą (ukrytą)chęć przetrwania lub właśnie jej brak?
    2 czy bezlisność/beznadziejność może być właśnie brakiem nie tylko integracji na ludzkiej płaszczyźnie, ale pomiędzy poziomami naszej istoty (różnymi gęstościami)? Czy przykładem takiej nieitegralności może być odmienne na poziomach postrzeganie chęci/potrzeby przetrwania? (a ponieważ zwykle są odmienne, to jak widzicie integrację pomiędzy poziomami -> ps. mam oczywiście na to pewien swój ogląd)
    3 czy bardzo ogólnie patrząc możemy dojść do wniosku, że na beznadziejność podatne są tylko formy, które czują się śmiertelne ?”

    1.Nie. Bezsilnośc to tylko proces usuwania nieciagłości. Nijak się ma do chęci przetrwania, ponieważ na wyżyszch poziomach nie ma czegoś takiego jak „chęć”.
    Czyli jest to brak chęci , ale warunek konieczny do przetrwania/przebrnięcia przez pewne poziomy, przy sporych niciągłościach.
    Natomiast dążenie do rozkładu to narzucenie sobie ograniczeń nie do pokonania. Utknięcie na nich. Czyli innymi słowy ludzkie rozumienie Pragnienia/Chęci/Potrzeby jest jednym z głównych elementów rozkładu. To oddzielenie.

    2.patrz pkt1. Być może dużo (!!) wyższy fraktal bezsilności/beznadziejności, ale nie one same, ponieważ dużo wyższy fraktal będzie bardziej złożonym połączeniem z innymi treściami.

    3.Ponownie- w pojęciu powierzchownym- tak. Ale biorąc pod uwagę dużo wyższe fraktale b/b nie. Bezsilnośc i beznadziejnośc to podstawówka, a my tu rozpatrujemy studenckie zagadnienia ( a może tylko ja rozpatruję, widząc je po swojemu).
    Pozdrawiam

    Polubienie

  22. @blu
    Oczywiście, że chodzi o korzenie a także o rzetelność bo lata 70′ to głównie zabawa młodzieży, to znano wcześniej ale od strony profesjonalnej, naukowej.
    Wiedza mistyczna ze wschodu zaczęła być szeroko tłumaczona i przywożona na zachód w XIX wieku, najwięcej roboty odwaliły tu towarzystwa teozoficzne, głównie Rosjanie bo najlepiej i najdokładniej wtedy tłumaczono Sanskryt. Na przełomie XIXw i XXw ludzie podchodzili to tego ostrożnie, C.G. Jung widział w tym ogromne niebezpieczeństwo i przestrzegał przed próbą nierzetelnego praktykowania Jogi itp. Potem zaczęły się pojawiać publikacje, np R. Steinera czy Manly P. Hall sugerujące, że człowiek Wschodu ma inaczej zbudowane ciało astralne niż człowiek zachodu, i Joga jest dla ludzi na zachodzie czymś niebezpiecznym i nawet niewskazanym i tutaj kluczowe są właśnie korzenie i mowa o korzeniach biologicznych, o epigenetyce. Dla Europejczyka najlepszą praktyką rozwojową są zapomniane kulty pogańskie (celtyckie, nordyckie, germańskie, słowiańskie), problem w tym, że wytępione przez mentalność łacińską a potem chrześcijańską. Jeśli więc się nie ma dostępu do tych zapomnianych praktyk, to najlepsza jest tutaj Kabała lub Gnostycyzm, jest to najbardziej pasująca ścieżka rozwoju dla Europejczyka, z tym, że Kabałą jest bardziej dla zachodniej Europy gdzie każdy jest już pół Semitą, bo to semicki wynalazek, Gnostycyzm dla Europy środkowej, post-greckiej, orientalnej. Polska wyrządziła sobie ogromną krzywdę rasową adaptując katolicyzm zamiast prawosławia, nam do genetyki bardziej pasuje orient.

    To są najbezpieczniejsze ścieżki rozwojowe, oczywiście można się bawić ze Wschodem, ale to trzeba robić ostrożnie.

    p.s.
    w odpowiedzi ad3. jest pomyłka – miało być: zazwyczaj tylko za jednego życia, a nie, zazwyczaj nie za jednego życia.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s